04/10/2026
Dziś rano stanęliśmy w miejscu, które znaliśmy ze wspomnień Otto Fischera. W Byszynie, dawnym Boissin, wśród pozostałości gospodarstwa, w którym dorastał. Czytanie o czyimś domu to jedno. Zobaczenie miejsca, gdzie ten dom stał, robi zupełnie inne wrażenie.
Niedziela, świetna pogoda, można było spokojnie odpocząć. Ciekawość jednak zwyciężyła. Razem z panem Andrzejem Frankiem, miłośnikiem historii i lokalnym patriotą, pojechaliśmy sprawdzić, ile z opisanego przez Fischera świata można jeszcze odnaleźć w terenie. 🌳
Gospodarstwo powstało w 1925 roku. Był tu Dom mieszkalny wybudowany z cegły klinkierowej, obora z piaskowca, a stodoła była z desek drewnianych.. Otto wychowywał się z sześciorgiem rodzeństwa. Wspominał zwierzęta, zabawy na podwórzu i powroty ojca z pola. Chłopcy biegli wtedy do zaprzęgu, pomagali wyprzęgać konie i dawali im paszę. Rano budziło ich gruchanie gołębi mieszkających pod dachem. Tak zapamiętał swoje dzieciństwo.
Potem przyszła wojna…
Według jego relacji 4 marca 1945 roku ojciec wrócił do domu w mundurze, z pełnym wyposażeniem. Ojciec miał
wysondować dla swojego oddziału, gdzie jest jeszcze droga ucieczki, jednak powiat białogardzki był już okrążony, W okolicach słychać było coraz bliższe odgłosy walk. Kiedy stało się jasne, że nadchodzą żołnierze radzieccy, zakopał broń i amunicję. Mundur oblał benzyną i spalił w piecu chlebowym. Jak wspominał Otto, żar nie zdążył jeszcze całkiem wygasnąć, gdy żołnierze pojawili się na podwórzu. Był 6 marca 1945r. Adalbert, młodszy brat Otto, kończył tego dnia dwanaście lat. Urodzin nie było.
Wspomnienia Fischera zawierają bardzo bolesną rozmowę z ojcem. Przerażony Otto nawiązał do zakopanej broni i możliwości odebrania życia całej rodzinie. Ojciec spojrzał na dzieci i odpowiedział głosem zdławionym łzami. Bał się, że nie zdoła ich ochronić, a ich śmierć będzie miał na sumieniu. Czytając te słowa, trudno sobie wyobrazić, do jakiej rozpaczy zostali doprowadzeni ludzie w tym domu.
Żołnierze przeszukiwali pomieszczenia i zabierali dobytek. Otto zapamiętał rozbite radio, ale szczególnie mocno opisał los koni, do których był przywiązany. Jeden z żołnierzy zabrał najlepszego konia, założył mu siodło i mimo jego oporu, bijąc go, odjechał w zapadającym zmroku.
Po kilku tygodniach rodzina zobaczyła zwierzę ponownie, tym razem na podwórzu wuja. Koń był wychudzony, poraniony i stał z opuszczoną głową. Podeszli, głaskali go, poklepywali. Nie mogli go odzyskać. Po chwili żołnierz znów na niego wsiadł i odjechał.
Dziś chodziliśmy po miejscu, w którym rozgrywały się te wydarzenia. Oglądaliśmy ruiny, pozostałości zabudowań i stare przedmioty związane z wiejską codziennością. Próbowaliśmy dopasować opis Otto do tego, co zachowało się do naszych czasów.
Naszą uwagę zwróciło też stare drzewo. Trudno dziś jednoznacznie określić, czy rosło przed podwórzem, w jego centralnej części, czy przy którymś z boków gospodarstwa. Wiemy za to, że pamięta dzieciństwo Fischera. Jest jednak ważnym punktem, który pomaga nam przyglądać się dawnemu układowi tego miejsca.
Przyjechaliśmy tu z opowieścią zapisaną na papierze. Na miejscu można było uświadomić sobie, jak blisko nas wydarzyło się to wszystko. Tu stał ich dom. Tu pracowali, dorastali i bali się o siebie nawzajem.
Takie niedzielne wyjazdy przypominają nam, dlaczego historia jest tak ciekawa, Nawet gdy po gospodarstwie zostają ruiny, wciąż możemy dowiedzieć się czegoś o ludziach, którzy nazywali je domem. Na końcu zdjęć, fotografie Rodziny z opowieści.
Dziękujemy, że zostaliście z nami do końca! Jeżeli chcecie więcej takich postów, dajcie nam znać w komentarzu!
Frank
Białogardzka Biblioteka Publiczna im. Karola Estreichera
Miasto Białogard
Emilia Bury - Burmistrz Miasta Białogard