16/08/2026
Tragedia w sercu Gdyni. W pogoni za sprawiedliwością...
Jak pisaliśmy tydzień temu proces karny w sprawie wybuchu gazu w budynku Z.U.P.U. ruszył w dniu 5 lutego 1935r. Proces toczył się z udziałem publiczności, mediów lokalnych oraz korespondentów prasy ogólnopolskiej. Niniejszy post został sporządzony na podstawie artykułów publikowanych w "Dzienniku Bydgoskim", napisanych przez dziennikarza nie posiadającego szczególnej wiedzy prawniczej, stąd przedstawiona poniżej relacja jest dość ułomna.
Jak donosił korespondent bydgoskiej gazety obrońcy oskarżonych początkowo wnosili o umorzenie postępowania z powołaniem się na ustawę o amnestii, lecz sąd oddalił ten wniosek. Oskarżeni nie przyznali się do winy, wskazując na istotne błędy popełnione podczas budowy. Zdaniem oskarżonych użyta do budowy mieszanina wapna i piasku nie miała właściwości przewidzianych ustawą, a tragarze stropowe nie były zaankrowane (zakotwiczone). Jak twierdzili, gdyby budynek został wykonany prawidłowo, skala zniszczeń i liczba ofiar byłyby o wiele mniejsze.
W toku sprawy przesłuchano około 100 świadków. Zeznania niektórych były dość sensacyjne. I tak, jeden podzielił się podejrzeniem, że za otwarciem gazu może stać zagraniczna konkurencja "Gazoliny", na co - jego zdaniem - wskazywały rysy na kurku gazowym, które pochodziły od obcęgów. Inny świadek zauważył w przeddzień wybuchu jakiegoś dziwnego osobnika kręcącego się koło piwnicy, gdzie znajdowały się kurki gazowe. Tenże osobnik zapytany przez świadka czego tam szuka, uciekł. Kilkoro mieszkańców budynku przed wybuchem słyszało głośne syczenie z piwnicy i zgłaszało to administratorowi, lecz dyrekcja "Gazoliny" miała zapewniać, że to próba powietrzna. Kolejni świadkowie zeznali, że krótko przed wybuchem nie tylko słyszeli syczenie gazu, ale i widzieli słabe światło w piwnicy. Część świadków wskazywało na zaniedbania przy budowie, która była prowadzona w systemie oszczędnościowym, z użyciem niewłaściwych materiałów i z pominięciem systemu szkieletowego, żelazo - betonowego.
W toku procesu Sąd dopuścił dowód z opinii biegłych, którym powierzył 13 zagadnień technicznych, nakazując sporządzenie opinii bez wzajemnego porozumienia. Opinię wydali inż. Kowalewski - Torzewski - dyrektor gazowni w Krakowie, kpt. Hołowicz z Państwowych Zakładów Materiałów Wybuchowych, inż Seifert - dyrektor Państwowego Urzędu Górniczego, prof. Klinck - dziekan wydziału chemicznego UW. Z ekspertyzy inż. Seiferta wynikało, że przyczyną wybuchu były zaniedbania zarządu i administracji Z.U.P.U. polegające na pozostawieniu otwartej piwnicy i zbagatelizowaniu zawiadomień mieszkańców o syczeniu w piwnicy. Biegły stwierdził, że urządzenia "Gazoliny" odpowiadały najnowocześniejszym wymogom technicznym, a personel stał na wysokości zadania.
Biegły Hołowicz stwierdził natomiast, że siła wybuchowa nagromadzonego gazu była dostateczna, aby spowodować zawalenie się czteropiętrowego domu, nawet jeśli ten zostałby zbudowany staranniej i z lepszych materiałów. Jak twierdził fala wybuchu szła po linii najmniejszego oporu tj. ku stropom i wskutek tego runął cały budynek. Przyznał jednak, że katastrofa byłaby mniejsza gdyby budowa była szkieletowa.
Następnie, Sąd zdecydował o powołaniu biegłych z zakresu budownictwa prof. Bryły z Politechniki Warszawskiej i prof. Boguckiego z Politechniki Lwowskiej. Obaj biegli ostateczni zgodzili się, że błędem technicznym - który mógł przyczynić się do powstania katastrofy - było wybudowanie w piwnicy ściany działowej o gr. 15 cm zamiast ściany konstrukcyjnej o gr. 45 cm. Nadto, biegły Bogucki stwierdził, że stosunek wapna, cementu i piasku w użytej do budowy zaprawie nie odpowiadał wymogom technicznym i przekroczył granicę dopuszczalnej tolerancji, wskutek czego mur nie wiązał należycie. Profesor ze Lwowa wskazał też, że oglądając bezpośrednio po katastrofie dźwigary zburzonej kamienicy nie zauważył na żadnym dźwigarze wywierconych dziur na kotwy ani też nie znalazł na głowicach dźwigarów śladów zaprawy betonowej, mimo że zaprawa cementowa bardzo silnie wiąże się z betonem. Zdaniem prof. Boguckiego w trakcie budowy należało wykonać kotwiczenie dźwigarów (nie zgodził się z tym biegły Bryła).
Po przeprowadzeniu postępowania dowodowego i zamknięciu rozprawy, w dniu 8 marca 1935r. Sąd Okręgowy w Gdyni ogłosił wreszcie wyrok. M. i I. Wieleżyńscy i F. Barański zostali uniewinnieni, natomiast inż. M. Mogilnicki uznany za winnego zarzucanego czynu i skazany na karę 1 roku więzienia. Na mocy amnestii kara została jednak obniżona do 6 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata. Nadto, w stosunku do tego ostatniego uwzględniono powództwo cywilne i zasądzono kwotę 5 tys. zł. Zdaniem Sądu inż. Mogielnicki dopuścił się rażącego niedbalstwa przy montażu i nadzorze, nie zabezpieczając w odpowiedni sposób infrastruktury gazowej, co bezpośrednio doprowadziło do wycieku i tragicznego wybuchu. Sąd uznał, że na kierowniku technicznym spoczywał bezpośredni obowiązek weryfikacji prób ciśnieniowych przed wpuszczeniem gazu do instalacji. Niestety relacja korespondenta "Dziennika Bydgoskiego" z ogłoszenia wyroku jest lakoniczna i nie sposób na jej podstawie odtworzyć szczegółowych motywów rozstrzygnięcia.
Oczywiście od wyroku złożono apelację, ale to już zupełnie inna historia...
Zdjęcia z zasobów Muzeum Miasta Gdyni.