11/10/2026
PORTRET ABSOLUTNY. OBRAZ, PONTYFIKAT, RACHUNEK SUMIENIA.
Odcinek 25: Dionizy - papież, który składał statek po burzy.
„Syn ma się do Ojca jak statek do szkutnika”. Tak około 260 r. napisał biskup Aleksandrii, jeden z najbardziej szanowanych ludzi ówczesnego Kościoła. Spierał się z nauczycielami, którzy twierdzili, że Ojciec i Syn to jedna i ta sama osoba w różnych przebraniach, i chcąc pokazać, że to dwie różne osoby, posunął się za daleko. Skoro statek jest dziełem szkutnika, to Syn Boży jest czymś zrobionym, stworzeniem, a nie Bogiem. Kilku jego wiernych uznało, że biskup popadł w herezję. Zamiast pójść z tym do niego, wyruszyli do Rzymu i złożyli skargę przed tamtejszym biskupem, który nosił to samo imię co oskarżony. Nazywał się Dionizy.
Sędzia w tej sprawie sam niedawno przeszedł przez katastrofę. W sierpniu 258 r. jego poprzednik Sykstus II został ścięty na cmentarzu przy Via Appia, razem ze swoimi diakonami. Cesarz Walerian zakazał chrześcijanom zgromadzeń i wstępu na cmentarze, a drugi edykt nakazał zabijać duchownych bez sądu. W takich warunkach nie dało się wybrać biskupa, bo każdy kandydat był kandydatem na śmierć. Stolica Rzymska stała pusta prawie rok. Dopiero 22 lipca 259 r., gdy prześladowanie zaczęło słabnąć, biskupem został prezbiter Dionizy. W Rzymie dobrze go znano, a biskup Aleksandrii, ten sam, który później napisał zdanie o szkutniku, wymieniał z nim listy i nazywał go człowiekiem wybitnym i uczonym.
Rok później wszystko odwróciło się w ciągu kilku miesięcy. Walerian dostał się do niewoli perskiej i już z niej nie wrócił. Jego syn Galien, który rządził odtąd sam, miał na głowie bunty w prowincjach i najazdy na granicach, a prześladowanie chrześcijan uznał za kłopot, na który państwa nie stać. Wstrzymał prześladowanie i rozesłał do biskupów reskrypt, czyli pismo z cesarską decyzją: urzędnicy mieli opuścić zajęte miejsca modlitwy, a drugi dekret pozwalał chrześcijanom odzyskać cmentarze. Po raz pierwszy cesarz rzymski pisał do biskupów jak do ludzi, z którymi się rozmawia, a nie jak do przestępców. Zaczął się okres, który historycy nazywają małym pokojem Kościoła. Trwał ponad czterdzieści lat, aż do wielkiego prześladowania w 303 r.
Dionizy przejął Kościół, który trzeba było składać jak statek po burzy: odzyskane domy zgromadzeń, odzyskane cmentarze i zdziesiątkowane duchowieństwo. „Liber Pontificalis”, papieska kronika spisana dopiero w VI wieku, mówi o nim jednym zdaniem: dał prezbiterom kościoły i cmentarze i ustanowił parafie diecezji. Kronikarz pisał trzysta lat później i chętnie przypisywał dawnym papieżom urządzenia ze swoich czasów, ale sedno tej informacji jest wiarygodne. Po prześladowaniu trzeba było wyznaczyć nowych prezbiterów do gmin, które straciły duchownych, i ustalić, kto opiekuje się odzyskanymi cmentarzami.
W tym właśnie czasie do Rzymu dotarła skarga z Aleksandrii. Dionizy zwołał synod i wydał list, który potępiał oba błędy naraz: zarówno pogląd, że Ojciec i Syn to jedna osoba, jak i pogląd, że Syn jest stworzeniem. Biskupa Aleksandrii nie wymienił w nim z imienia. Napisał do niego osobno i poprosił, by wyjaśnił, co miał na myśli. Biskup wytłumaczył się i na tym sprawa się skończyła. Kilka lat wcześniej papież Stefan I w podobnym sporze po prostu zerwał wspólnotę z połową chrześcijańskiego świata. Dionizy poprosił o wyjaśnienia i na nich poprzestał.
Zdanie o szkutniku miało jednak drugie życie. Kilkadziesiąt lat później aleksandryjski prezbiter Ariusz zaczął nauczać, że Syn Boży został przez Ojca stworzony. Sobór w Nicei potępił tę naukę w 325 r., ale spór trwał jeszcze przez dziesięciolecia. Zwolennicy Ariusza szukali poparcia u dawnych autorytetów i znaleźli je właśnie w porównaniu ze statkiem: skoro tak pisał wielki biskup Aleksandrii, to znaczy, że myślał tak jak oni. Około 350 r. odpowiedział im Atanazy, biskup tej samej Aleksandrii i najzagorzalszy przeciwnik a***n. Napisał osobny traktat w obronie swojego poprzednika, a jako dowód zacytował list papieża Dionizego, który potępił naukę o stworzonym Synu na długo przed Ariuszem. Tylko dzięki tym cytatom list przetrwał. To jedyny tekst, jaki po papieżu Dionizym został.
Podobnie przetrwała pamięć o innym jego czynie. Około 260 r. Goci najechali Kapadocję w dzisiejszej Turcji i uprowadzili chrześcijan w niewolę. Dionizy napisał list z pociechą do Kościoła w Cezarei i wysłał ludzi z pieniędzmi na wykup jeńców. Pieniądze pochodziły z ofiar, które wierni składali podczas niedzielnych zgromadzeń, a z których gmina rzymska od ponad stu lat utrzymywała wdowy, ubogich i więźniów, także poza własnym miastem. Nie wiedzielibyśmy o tym okupie nic, gdyby nie list napisany w 372 r. przez Bazylego Wielkiego, biskupa tej samej Cezarei. Bazyli prosił papieża Damazego o pomoc dla Kościołów Wschodu i przypominał, że w archiwum jego diecezji wciąż leżą dokumenty o tym, jak biskup Rzymu Dionizy posłał ludzi, by wykupili braci z niewoli.
Dionizy umarł 26 grudnia 268 r. śmiercią naturalną. W przeciwieństwie do niemal wszystkich swoich poprzedników nie zginął za wiarę i nie ma nawet tradycji jego męczeństwa. Pochowano go w Krypcie Papieży w katakumbach Kaliksta, w miejscu, które Galien niedawno zwrócił chrześcijanom, obok Sykstusa II, po którym przejął Kościół. Na płytach zamykających groby wypisywano po grecku samo imię i słowo „biskup”. Z czternastu takich płyt zachowało się do dziś pięć, mniej lub bardziej rozbitych. Płyty Dionizego wśród nich nie ma. Jego imię przetrwało na późniejszej liście papieży pochowanych w krypcie, ale i ta tablica zaginęła. Znamy ją tylko z odpisu.
W katakumbach nie ma też jego ciała. W 761 r., gdy Longobardzi plądrowali cmentarze pod Rzymem, papież Paweł I przeniósł szczątki wielu papieży i męczenników do klasztoru, który założył we własnym domu w środku miasta. Najpewniej trafiły tam wtedy także relikwie Dionizego. Dziś to kościół San Silvestro in Capite, a relikwie leżą pod ołtarzem głównym, gdzie odnaleziono je przy przebudowie w 1596 r. Być może dlatego w krypcie nie ma jego płyty: grób opróżniono już w VIII wieku.
Wizerunek dostał dopiero ponad tysiąc dwieście lat po śmierci. W 1481 r. papież, który zbudował Kaplicę Sykstyńską i dał jej swoje imię, zamówił do niej galerię dwudziestu ośmiu papieży pierwszych wieków, ustawionych w namalowanych niszach poniżej dzisiejszego sklepienia. Chciał pokazać nieprzerwaną linię władzy od Piotra do siebie. Pracował nad tym zespół florenckich i umbryjskich malarzy z pomocnikami i nie wiadomo, który z nich namalował Dionizego. Historycy sztuki opisują ten rząd jako galerię papieży męczenników. Na lewej ścianie stoi Dionizy w tiarze i pontyfikalnych szatach, których nigdy nie nosił, z księgą w dłoni. Stoi wśród męczenników, choć sam nim nie był.
Poza tą niszą i relikwiami pod ołtarzem zostały po nim trzy ślady zapisane przez innych: zdanie kronikarza o parafiach, cytat u Atanazego i wspomnienie w liście Bazylego. Każdy z nich przetrwał, bo ktoś później potrzebował dowodu.
Pierwszy papież, który nie musiał umierać za wiarę, zostawił po sobie nie grób, lecz precedens.
Następny odcinek: Feliks I.
Pełny tekst ze źródłami na www.niespokojna.pl w zakładce blog